KRYPTONIM AMBLER, Robert Ludlum, ROBERT LUDLUM

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Powie�ci ROBERTA LUDLUMAw Wydawnictwie AmberTO�SAMO�� BOURNE'AKRUCJATA BOURNE'AULTIMATUM BOURNE'ADOKUMENT MATLOCKADROGA DO OMAHADZIEDZICTWO SCARLATTICHILUZJA SKORPIONAKL�TWA PROMETEUSZAKOD ALTMANAKRYPTONIM AMBLERMANUSKRYPT CHANCELLORAMOZAIKA PARSIFALAOPCJA PARYSKAPAKT HOLCROFTAPLAN IKARPROGRAM HADESPROTOKӣ SIGMYPRZESY�KA Z SALONIKPRZYMIERZE KASANDRYSPADKOBIERCY MATARESEASPISEK AKWITANIISTRA�NICY APOKALIPSYTESTAMENT MATARESE'ATRANSAKCJA RHINEMANNATREVAYNEWEEKEND Z OSTERMANEMZDRADA TRISTANAZEW HALIDONUZLECENIE JANSONAROBERT LUDLUMKRYPTONIM AMBLERPrzek�ad JAN KRA�KOTytu� orygina�u THE AMBLER WARNINGRedaktorzy seriiMA�GORZATA CEBO-FONIOK, ZBIGNIEW FONIOKRedakcja stylistyczna EDYTA DOMA�SKARedakcja techniczna ANDRZEJ WITKOWSKIKorektaJOLANTA KUCHARSKA, RENATA KUKIlustracja na ok�adce WYDAWNICTWO AMBEROpracowanie graficzne ok�adki STUDIO GRAFICZNE WYDAWNICTWA AMBERSk�ad WYDAWNICTWO AMBERWydawnictwo Amber zaprasza do w�asnej ksi�garni internetowej http://www.wydawnictwoamber.plCopyright (c) 2005 by MYN PYN LLC. All rights reserved.For the Polish edition Copyright (c) 2005 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.ISBN 83-241-2273-7Zwi�zek pozorny jest pot�niejszy ni� oczywisty.Heraklit z Efezu, 500 rok p.n.e.Cz�� IRozdzia� 1Budynek by� niewidzialny, jak niewidzialne s� wszystkie pospolite budynki. M�g�by uchodzi� za du�� prywatn� szko�� �redni� albo za o�rodek przetwarzania danych podatkowych. Wygl�da� jak niezliczone budynki z lat pi��dziesi�tych i sze��dziesi�tych, ot, zwalista, trzypi�trowa kamienica i wewn�trzne podw�rze. Przypadkowy przechodzie� nie zwr�ci�by na niego najmniejszej uwagi.Rzecz w tym, �e przypadkowych przechodni�w tu nie by�o. Nie tu, nie na tej odci�tej od �wiata wysepce po�o�onej siedem kilometr�w od wybrze�a Wirginii. Wyspa nale�a�a oficjalnie do National Wildlife Refuge System, sieci ameryka�skich park�w narodowych, dlatego ka�demu, kto o ni� wypytywa�, m�wiono, �e ze wzgl�du na niezwykle delikatn� r�wnowag� miejscowego ekosystemu nikogo si� tam nie wpuszcza. Jej zawietrzna cz�� rzeczywi�cie by�a l�gowiskiem rybo�ow�w i traczy-d�ugodziob�w, drapie�nik�w i ich ofiar, kt�rym zagra�a� najwi�kszy drapie�nik: cz�owiek. Ale cz�� �rodkow�, starannie ukszta�towane, tarasowate wzg�rza poro�ni�te misternie przystrzy�on� traw� i wypiel�gnowan� zieleni�, zajmowa� sze�ciohektarowy kompleks, na kt�rego terenie sta� �w nierzucaj�cy si� w oczy gmach.�odzie, kt�re odwiedza�y wysp� Parrish trzy razy dziennie, mia�y na burtach napis NWRS, a z daleka trudno by�o dostrzec, �e schodz�cy z pok�adu ludzie w niczym nie przypominaj� stra�nik�w le�nych. Gdyby pr�bowa� tu dobi� zepsuty kuter rybacki, natychmiast przechwyciliby go m�czy�ni w br�zowych panterkach, osobnicy przyja�nie u�miechni�ci, lecz o oczach zimnych jak stal. Nikt nigdy nie dotar� tam na tyle blisko, �eby zobaczy� czterywie�e stra�nicze czy zastanowi� si� nad przeznaczeniem siatkowego ogrodzenia, przez kt�re p�yn�� pr�d o wysokim napi�ciu.Zak�ad psychiatryczny na wyspie Parrish, cho� niczym si� niewyr�niaj�cy, by� siedliskiem dziko�ci du�o wi�kszej ni� ta, kt�ra go otacza�a: by� domem szale�stwa ludzkiego umys�u. Wiedzia�o o nim niewielu cz�onk�w rz�du. Jego istnienie wynika�o jednak z prostej logiki: by� to o�rodek psychiatryczny dla pacjent�w, kt�rzy weszli w posiadanie informacji chronionych naj�ci�lejsz� tajemnic� pa�stwow�. Ludzi takich jak oni, kt�rzy postradali zmys�y, nale�a�o umie�ci� i leczy� w wyj�tkowo bezpiecznym otoczeniu. A tu, na wyspie Parrish, ryzyko naruszenia systemu bezpiecze�stwa zosta�o ca�kowicie wyeliminowane. Zatrudniony w o�rodku personel, starannie wyselekcjonowany i dok�adnie prze�wietlony, mia� dost�p do najpilniej strze�onych informacji, a dzia�aj�cy przez dwadzie�cia cztery godziny na dob� elektroniczny system nadzoru, audio-wideo, zapewnia� dodatkowe zabezpieczenie przed ewentualnym zagro�eniem zar�wno z zewn�trz, jak i ze �rodka. �eby jeszcze bardziej zminimalizowa� ryzyko i uniemo�liwi� zadzierzgni�cie emocjonalnych wi�z�w mi�dzy lekarzami i pacjentami, personel medyczny o�rodka podlega� trzymiesi�cznym rotacjom. Co wi�cej, obowi�zuj�ce tu przepisy nakazywa�y, �eby ka�demu pacjentowi przypisa� numer identyfikacyjny i �eby nigdy nie zwraca� si� do �adnego po nazwisku.Rzadko kiedy leczono tu ludzi niebezpiecznych dla otoczenia czy to ze wzgl�du na rodzaj zaburzenia psychicznego, czy na szczeg�ln� wag� tego, co ludzie ci wiedzieli. Tych pacjent�w izolowano na specjalnym, zamkni�tym oddziale. Na trzecim pi�trze zachodniego skrzyd�a gmachu przebywa� aktualnie jeden taki pacjent. Pacjent numer 5312.Pracownik o�rodka, kt�ry w�a�nie przeszed� rotacj�, trafi� na oddzia� 4Z i zobaczy� go pierwszy raz, m�g� by� pewny tylko tego, co widzia�: �e m�czyzna �w ma metr osiemdziesi�t wzrostu, oko�o czterdziestu lat, kr�tko ostrzy�one br�zowe w�osy i pogodne niebieskie oczy. Gdyby jednak przypadkowo spotkali si� wzrokiem, pracownik ten musia�by natychmiast odwr�ci� wzrok: intensywno�� spojrzenia pacjenta numer 5312 by�a niezwykle irytuj�ca, samo spojrzenie za� niemal fizycznie przeszywaj�ce. Szczeg�y jego profilu psychiatrycznego tkwi�y w aktach. Natomiast rodzaju drzemi�cej w nim dziko�ci mo�na si� by�o jedynie domy�la�.Gdzie� na oddziale 4Z panowa�y chaos i nabrzmia�y od krzyk�w zam�t, jednak by�y to krzyki bezg�o�ne, zamkni�te w niespokojnych snach, kt�re przybiera�y na wyrazisto�ci nawet wtedy, gdy sen jako taki zaczyna� ju� pierzcha�. Chwile tu� przed powrotem do �wiadomo�ci - gdy �ni�cy zdaje sobiespraw� jedynie z tego, co widzi, gdy jest tylko pozbawionym "ja" wzrokiem - wype�nia�a seria obraz�w zniekszta�conych jak te na ta�mie filmowej, kt�re uwi�z�y przed rozgrzan� �ar�wk� projektora. Wiec w parny dzie� na Tajwanie: wielki plac, na placu tysi�ce ludzi, wiatru jak na lekarstwo. I m�wca, kt�remu wybuch przerwa� w p� zdania, wybuch ma�y, skumulowany i �miertelny. Chwil� przedtem m�wca przemawia� elokwentnie i �arliwie; teraz za� le�a� na drewnianym podium w ka�u�y krwi. Podni�s� g�ow� i jego wzrok po raz ostatni spocz�� na kim� stoj�cym w t�umie. Chang bizi, cz�owiek z Zachodu. Jedyna osoba, kt�ra nie krzycza�a, nie p�aka�a ani nie ucieka�a. Jedyna, kt�ra nie okazywa�a �adnego zaskoczenia, gdy� wybuch ten by� ostatecznie jej dzie�em. M�wca umiera�, patrz�c na cz�owieka, kt�ry przeby� p� �wiata, �eby go zabi�. Obraz zachybota�, rozci�gn�� si�, zniekszta�ci� i rozmy� w o�lepiaj�cej bieli.Czyj� odleg�y g�os, minorowy tr�jd�wi�k i Hal Ambler otworzy� zaspane oczy.Czy to naprawd� ranek? W tym �lepym pokoju nie spos�b by�o tego sprawdzi�. Tak czy inaczej, to by� ranek, przynajmniej dla niego. S�abe �wiat�o wpuszczonych w sufit jarzeni�wek od p� godziny przybiera�o na sile, zapowiadaj�c technologiczny �wit, tym ja�niejszy, �e zar�wno sufit, jak i wszystkie �ciany by�y bia�e. Zaczyna� si� kolejny sztuczny dzie�. Pod�og� - dwa i siedem na trzy i sze�� - wy�o�ono p�ytkami z bia�ego winylu, a �ciany bia�� piank�, g�stym, gumowatym, elastycznym tworzywem przypominaj�cym w dotyku mat� do zapas�w. Wiedzia�, �e z hydraulicznym westchnieniem rozsun� si� zaraz podobne do luku drzwi - zna� te szczeg�y na pami��, te i setki innych. Bez tego by nie prze�y�, zw�aszcza tu, w tym o�rodku o zaostrzonym rygorze - je�li tylko mo�na by�o nazwa� to �yciem i prze�yciem. By�y to raczej okresy pos�pnej �wiadomo�ci przeplatane okresami ca�kowitej amnezji. Towarzyszy�o temu wra�enie, �e go uprowadzono, �e porwano nie tylko cia�o, ale i dusz�.Przez prawie dwadzie�cia lat pracowa� jako tajny agent: w tym czasie kilka razy trafi� do niewoli - w Czeczenii i Algierii - dlatego wiedzia�, co znaczy ca�kowite odosobnienie. Wiedzia�, �e nie sprzyja rozmy�laniu, analizie duszy czy filozoficznym rozwa�aniom. �e umys� wype�niaj� wtedy fragmenty reklam, popularne piosenki z na wp� zapomnianymi s�owami i dotkliwa �wiadomo�� drobnych niewyg�d cielesnych. �wiadomo�� ta wirowa�a i odp�ywa�a, lecz rzadko kiedy dociera�a gdzie�, gdzie jest naprawd� ciekawie, bowiem zawsze kr�powa�a j� i wi�zi�a ta specyficzna agonia izolacji. Ci, u kt�rych przeszed� przeszkolenie do pracy w tym zawodzie, pr�bowali przygotowa� go na tak� ewentualno��. Najwa�niejsze, twierdzili, to niedopu�ci�, �eby umys� zacz�� po�era� sam siebie, niczym �o��dek trawi�cy w�asne �cianki.Jednak na wyspie Parrish nie by� w r�kach wroga: przetrzymywa� go tu jego rz�d, rz�d, kt�remu przez tyle lat s�u�y�.A on nie wiedzia�, dlaczego.To, dlaczego mogli tu kogo� zamkn�� - nie jego, tylko kogo� - nie by�o dla niego tajemnic�. Jako pracownik ameryka�skiej agencji wywiadowczej, znanej jako Wydzia� Operacji Konsularnych, s�ysza� o o�rodku na wyspie Parrish. Rozumia� te�, dlaczego o�rodki takie musz� istnie�: umys� cz�owieka jest u�omny, tym bardziej umys� agenta, kt�ry posiad� pilnie strze�one tajemnice. Rzecz w tym, �e agentem takim nie m�g� zajmowa� si� byle jaki psychiatra. Nauczyli si� tego na w�asnych b��dach podczas zimnej wojny, kiedy to okaza�o si�, �e ich urodzony w Berlinie psychoanalityk, kt�rego pacjentami byli mi�dzy innymi wysocy urz�dnicy pa�stwowi, jest wtyczk� s�ynnego wschodnioniemieckiego Ministerium fur Staatssicherheit.Jednak nie wyja�nia�o to wcale, dlaczego znalaz� si� tu on, Hal Ambler. Siedzia� tu ju� od... No w�a�nie, od kiedy? Podczas szkolenia nauczono go, �e liczenie up�ywaj�cych dni jest bardzo wa�ne w niewoli. Tymczasem on, nie wiedzie� czemu, to zaniedba�, dlatego pytanie pozostawa�o bez odpowiedzi. P� roku? Rok? D�u�ej? Tylu rzeczy nie wiedzia�. Ale jednego by� pewien: je�li st�d nie ucieknie, zwariuje naprawd�.Rutyna: nie m�g� si� zdecydowa�, czy jej przestrzeganie jest dla niego ratunkiem, czy zgub�. Najpierw gimnastyka, spokojna i wydajna, zako�czona stoma pompkami to na lewej, to na prawej r�ce. Na k�piel pozwalano mu co drugi dzie�; ten nie by� dniem k�pielowym. Umy� z�by nad ma�� bia�� umywalk� w k�cie pokoju. Zauwa�y... [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • katek.htw.pl
  • © 2009 Zaopiekuj się moim sercem - zostawiłem je przy tobie. - Ceske - Sjezdovky .cz. Design downloaded from free website templates